|
Dużo czytałem na temat malowania replik. Na początku wydawało mi się, że to proces niezwykłe pracochłonny, skomplikowany i trudny. Aerograf, papier ścierny 1000, farbki modelarskie itp. Później na allegro znalazłem farby krylonowe firmy NFM. Opis niezwykle zachęcał. Jest to farba, która nie wymaga podkładu, która matowieje na każdej powierzchni. Jest wykorzystywana przez żołnierzy do malowania swojej broni. Opisy i zdjęcia zawarte przez sprzedawcę zachęcały, do tego bogata paleta barw do wyboru i przede wszystkim cena. 40 zł wraz z przesyłka za puszkę, jak się okazało bardzo wydajnej, farby.Sama puszka to nic specjalnego. Farba jest w spreju co ułatwia jej rozprowadzenia i nałożenie. Ma to też swoje minusy jako, że trzeba uważać na zacieki, pilnować odległości między capem a powierzchnią malowana. Ale każdy kto kiedykolwiek posmarował ścianę farbą w spreju poradzi sobie bez problemu. Na pierwszy ogień poszedł mój spring krótki czyli Walter P99 CG. Pierwsza próba, cóż ukrywać, wyszła tragicznie. Zacieki, które próbowałem usunąć chusteczką higieniczną (sic!) stały się jeszcze paskudniejsze. Ale nagle sobie przypomniałem, że w opisie na aukcji oraz na samej puszce jest zawarta informacja, że schodzi owa farba pod wpływem rozpuszczalnika. Takowego niestety w domu nie posiadam, ale na biurku stał najzwyczajniejszy dezodorant. Psiknąłem na chusteczkę materiałową i ku mojemu zaskoczeniu, po mimo faktu, że farba dawno zdążyła wyschnąć, schodzi ona nadzwyczaj łatwo. Uradowany tym faktem wyczyściłem zapaskudzenia i nałożyłem kolejna warstwę. Efekt? Bardzo zadowalający.
|
|
Po tej zabawie przyszedł czas na poważniejszą zabawę. Czyli moje G36 CA oraz AK74 Cymy Dominika. Po zabezpieczeniu wszelkich elementów, których to malować nie chcieliśmy przystąpiliśmy z duszą na ramieniu do malowania.
Muszę się przyznać, że sporo przedyskutowaliśmy temat "jak, gdzie". Nie chcieliśmy po prostu spaskudzić replik i bawić się w usuwanie farby. Pozostał jedna jeden dylemat. Kto pierwszy? Rzuciliśmy monetą i padło na mnie, oczywiście. Z lekko drżącą ręką zabrałem się do malowania. I tutaj znów pozytywnie zostałem zaskoczony. Farba bardzo ładnie się rozprowadzała. Wystarczyły szybkie ruchu.
To co widzicie na zdjęciach to dosłownie jedno psiknięcie, jeden pasek. W niektórych miejscach może 2 dla rozszerzenia paska. Farba jest niezwykle wydajna. Do ABS'u mojej repliki przylegała szybko, nie pozostawiając zacieków. Genialna sprawa. Innym faktem na który należy zwrócić uwagę jest to, że niezwykle szybko schnie. Wystarczy 5-10 minut i jedna strona była kompletnie sucha. Można było jeździć po niej palcami, dotykać, nie kleiła się ani nie rozmazywała. Po pół godzinie jedna replika była już gotowa. Zabrałem się do malowania szyny ris JG. I znów nie minęło lekko ponad 10 minut było gotowe. Schnięcie drugie tyle.
Z AK74 Dominika było bardzo podobnie. Jedynie na front gripie farba za bardzo nie chciała się trzymać i powstał mały zaciek, ale usunęliśmy go za pomocą dezodorantu i szmatki aby za chwile pokryć ponownie. Do malowania wybraliśmy kolor oliwkowy z pośród dostępnej gamy kolorów. Jest on trochę ciemny moim zdaniem, ale nadaje replice taki miły, brudny charakter. Dla mnie rewelacja. W planach mamy w niedługim czasie dokupić jeszcze jeden kolor. Repliki pokryć całkowicie tym co nam zostało i nałożyć następną warstwę już z nowej puszki. Do tego, podejrzewam, że zakup profesjonalnych capów, takich jakich używają graficiarze, da nam dość spore pole do popisu z tworzeniem wzorów.
Szczerze polecam każdemu tą farbę. Jest prosta w użyciu, tania, nie wymaga większej zabawy i babrania się w różnego rodzaju chemikaliach, aerografach, papierach ściernych itp. W razie niepowodzenia można ją łatwo usunąć. Cud i miód. Efekt końcowy:
Dodał: AnR
|